
Śmierć Michaela Jacksona przywróciła światu jego utwory. W ostatnich latach coraz rzadziej grane, nierzadko traktowane jak obciach. Afera z oskarżeniem o molestowanie wpędziła autora w niełaskę niektórych słuchaczy. Nie mówię o wiernych fanach, który gotowi byli „umrzeć” za niewinność idola.
Wystarczy jednak wyciąć numer i „zejść ze sceny życia” wcześniej, niżby to mogło wydawać się normalne – i oto wszystko się zmienia.
Nagle widzimy, że nam kogoś brakuje? Że nie byliśmy sprawiedliwi? Że nie docenialiśmy?
Każdy ma prawo do swoich osądów. Do uwielbiania idola, lub przeciwnie, do krytykowania artysty. Dziwi mnie tylko, dlaczego śmierć tak bardzo zmienia stanowiska i opinie ludzi. Czyżby były one nie do końca przemyślane?
Fani mogą zmienić opinię o Michaelu, bo jeszcze żyją. Niestety, on już tego nie usłyszy, przynajmniej nie w normalny, „ziemski” sposób.
Dokładnie taka sama zasada działa w codziennych relacjach między ludźmi.
Pokrzyczymy na kogoś – nie szkodzi, przeprosimy , a on wybaczy.
Zapomnimy o czyichś urodzinach – co tam, przecież jesteśmy zajęci; jak znajdziemy czas, to wytłumaczymy – musi zrozumieć.
Obiecamy odpisać na list czy maila – nie szkodzi, że ktoś czeka, a odpowiedź nie przychodzi. Prędzej czy później przecież znajdziemy czas na kilka słów.
Żona znów dowiaduje się od znajomych o „skoku w bok” i w domu ciche dni – ale przecież kiedyś zepsuje się pralka czy telewizor i będzie musiała porozmawiać.
Folgujemy sobie, pozwalamy sobie traktować innych źle, tkwimy w przekonaniu, że to ich nie boli, że zapomną – bo przecież jesteśmy tacy wspaniali, a oni nas lubią, kochają, więc wybaczą.
Tyle, że… to nie zawsze kończy się sukcesem. Zdarza się, że nie zdążymy przeprosić, bo kogoś nagle zabraknie. Ot, wypadek samochodowy albo zawał…
Nie trzeba jednak nieszczęścia, aby stracić okazję do naprawienia naszego zachowania. Ta druga osoba może najwyraźniej przestać być zainteresowana …
Ktoś przez nas zapomniany sam o nas zapomni. Zaniedbany – znajdzie innych, którzy o niego zadbają. Obrażona wcześniej koleżanka, spotkana przypadkiem na ulicy, nie odpowie „cześć”. List wróci do nas nie przeczytany, a na zamiast maila dostaniemy informację od serwera: „podany adres mailowy nie istnieje”. Zdradzana żona w końcu nie wybaczy kolejnej zdrady, walizki wystawi za drzwi i na dodatek zmieni zamek w drzwiach.
Nie musi tak być. Nie musi nikt przez nas cierpieć, by potem wybaczać. Wystarczy pomyśleć, zanim coś się powie bądź zrobi. Wyobrazić sobie, co druga osoba czuje. A jeśli już zdarzy się zrobić przykrość komuś, nawet niechcący – nie zwlekać z przeprosinami.
Na wszystko bowiem – na przyjaźń, na miłość, na szczęście jest właściwy czas. Jeśli upłynie – nie złapiemy już nigdy tego, co przez własne lenistwo, nieuwagę, niezdarność, albo wręcz zaniedbanie wypuściliśmy z ręki.
Michael o tym wiedział.
(Z płyty OFF THE WALL)
SHE’S OUT OF MY LIFE
She’s Out Of My Life
She’s Out Of My Life
And I Don’t Know Whether To Laugh Or Cry
I Don’t Know Whether To Live Or Die
And It Cuts Like A Knife
She’s Out Of My Life
It’s Out Of My Hands
It’s Out Of My Hands
To Think For Two Years She Was Here
And I Took Her For Granted I Was So Cavalier
Now The Way That It Stands
She’s Out Of My Hands
So I’ve Learned That Love’s Not Possession
And I’ve Learned That Love Won’t Wait
Now I’ve Learned That Love Needs Expression
But I Learned Too Late
She’s Out Of My Life
She’s Out Of My Life
Damned Indecision And Cursed Pride
Kept My Love For Her Locked Deep Inside
And It Cuts Like A Knife
She’s Out Of My Life