Oto często spotykana w sieci definicja:
„Wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”.
Tylko – gdzie to jest?
Przypominają mi się lekcje matematyki – nauka o zbiorach.
Elementy obce – w zbiorach rozdzielnych.
Elementy wspólne – w zbiorach wspólnych.
Podobnie widzę potrzeby wolności każdego człowieka, grupy ludzi, całych narodów. Niektóre z nich są absolutnie jednakowe, ale niektóre – kompletnie przeciwstawne.
Gdyby sobie wyobrazić dwie osoby – powiedzmy, Robinsona Crusoe i Piętaszka – na wyspie bezludnej – czy uniknęliby ograniczania sobie nawzajem wolności? Wchodzenia w drogę? Prowokowania konfliktów?
Pewnie tak – o ile wyspa byłaby wystarczająco duża i nie musieliby się spotykać nawet przypadkiem. I jeszcze należałoby założyć, że każdy z nich jest samowystarczalny i nie musi szukać pomocy drugiego.
Czy jednak wytrzymaliby długo? Czy nie zaczęliby zwiedzać wyspy, odkrywać nowości? W końcu i tak spotkaliby się ( i zapewne przestraszyli
). Czy nie okazałoby się wtedy, że każdy z nich uzurpuje sobie prawo do wyspy, albo przynajmniej jej części? Jak ustaliliby granicę? I czy na zawsze? A może po jakimś czasie próbowali by ją renegocjować?
Im mniejsza wyspa / im więcej na niej ludzi – tym byłoby trudniej znaleźć punkty, w których wolność jednych osób nie byłaby w sprzeczności z wolnością innych.
Takie „wyspy” mamy na co dzień. Mieszkając w blokach, apartamentach, nawet w domkach jednorodzinnych na małych osiedlach. Problem nie omija również domów na odludziu.
Aby uprościć nieco reguły ”gry” zakłada się, że (pomijając jakieś szczególne uzgodnienia) noc trwa od 22-iej wieczór do 6-tej rano i wtedy obowiązuje cisza.
Niemożliwe jest jednak, aby wszyscy ludzie wstawali o szóstej rano i kładli się spać o dziesiątej wieczorem.
Jak więc żyć, aby nie ograniczać innych, samemu nie będąc ograniczanym?
Trudna to sprawa. Nie można przecież mieć pretensji do niemowlaka, że płacze po nocach, a i w dzień płacz słychać równie doskonale. Jego prawo krzyczeć, skoro mówić nie potrafi. Więc wybaczamy, jeżeli zbudzi nas w środku nocy czy z popołudniowej drzemki, która miała nas wyleczyć z bólu głowy.
Trudno wytłumaczyć psu sąsiada, aby nie szczekał w nocy czy w dzień. Można by mieć pretensje do właściciela, że źle psa ułożył, ale co to da? Zwierzęta mają swoje charakterki i nie wszystko da się objąć tresurą i przewidzieć. Wzdychamy więc „no trudno, to tylko zwierzak” i przewracamy się na drugi bok, mocniej wciskając ucho w poduszkę.
Czy można mieć pretensje do starszej, przygłuchej sąsiadki, dzięki której musimy słuchać tej samej stacji radiowej bądź telewizyjnej, której ona słucha z tak wielkim wysiłkiem? Czasem w letni, piękny dzień stajemy przed wyborem: albo zamknąć wszystkie okna, albo włączyć odbiornik na identyczną stację. I znów z westchnieniem wybaczamy, wiedząc, że my też za ileś tam lat możemy mieć problemy ze słuchem.
Co powiedzieć młodemu, szczęśliwemu posiadaczowi motoru (lub motoroweru), który z całym zapałem testuje możliwości sprzętu tudzież doskonali swoje umiejętności w jeździe na czas i w dodatku na jednym kole akurat tu, gdzie mieszkamy? Właściwie NIC. Nawet gdyby znaleźć odpowiednie słowa – przekazanie ich jest praktycznie niemożliwe. Pozostaje zacisnąć zęby i czekać, aż przejedzie pod naszym oknem, albo aż mu się znudzi. Na ryk silnika zamknięcie okien (nawet nowoczesnych) nie pomoże. Najlepiej włożyć stopery i udawać, że „nic się nie dzieje”. Rzucanie starym pomidorem zazwyczaj nie jest skuteczne.
Nie wypada złościć się na sąsiadów, którzy właśnie świętują chrzciny swego dziecka. Chóralne śpiewy uczestników biesiady – o ile trafiają w nasz gust – da się jakoś przeżyć. W końcu taka impreza nie zdarza się często.
Potrafimy być bardzo wyrozumiali, jeżeli u sąsiadów remont przeciąga się bez końca. No cóż, skoro sąsiad musi sam wszystko zrobić po pracy – nie ma szansy aby prace rozpoczęte późnym popołudniem skończyć przed dziesiątą wieczór. Ścianę przed malowaniem trzeba oczyścić dokładnie, więc zasypiamy przy akompaniamencie szpachli skrobiącej farbę. Wbijania gwoździ staramy się również nie słyszeć. Cieszymy się, że jak remont się skończy, to przynajmniej przez jakiś czas będzie spokój.
Bywa jednak gorzej. W środku tygodnia, nad ranem, około trzeciej, kiedy śpimy w najlepsze, nagle wyrywa nas ze snu ryk bliżej nieokreślonego utworu muzycznego. Przerażeni otwieramy zaspane oczy i staramy połączyć w mózgu szare komórki – „co się dzieje? ”– pytamy samych siebie. Za chwilę wszystko staje się jasne. Sen ucieka, a zza ściany dobiegają głosy świadczące o tym, że sąsiad właśnie wrócił z imprezy i postanowił „kontynuować”. Za chwilę jednak traci siły i idzie spać. My – już nie. Z bólem głowy idziemy rano do pracy i staramy się „jakoś przeżyć ten dzień”.
Co gorsza – nasz sąsiad ma nienormowany czas pracy i przeciekawych kolegów, więc tego typu zdarzenia powtarzają się notorycznie. Nie mamy żadnych możliwości ruchu. Perswazja wykluczona jest już na wstępie, bo skoro gość pijany, to albo nie zrozumie, albo zapomni. Może też poszczuć nas kolegami. Policji wzywać nie ma sensu, bo zanim przyjedzie, facet ściszy muzykę. Nieważne, że potem znów „da głośniej”. A my będziemy przeklinać w duchu dzień, w którym się wprowadził.
Wszyscy jesteśmy zależni od siebie nawzajem. To od nas zależy, czy urządzimy piekło na ziemi sobie i innym, czy nie.
Trzeba tak niewiele: szczypta wyobraźni i szczypta tolerancji całkiem dobrze pozwolą nam ułożyć życie w harmonii z innymi.
Wystarczy wyobrazić sobie, co czuje sąsiad za ścianą, gdy zabieramy się za wiercenie dziur w ścianach lub przestawianie mebli o ósmej wieczorem. W ZASADZIE to jeszcze nie cisza nocna, ale wiele osób o tej porze pragnie się wyciszyć.
Moglibyśmy postarać się inaczej ułożyć harmonogram prac, a jeżeli to naprawdę nie jest możliwe – przynajmniej uprzedzić sąsiadów i przeprosić za hałas.
Można powstrzymać się od rzucania psu piłeczki w domu. Można dziecku wymyślić inną zabawę niż skakanie z kanapy na podłogę albo jeżdżenie rowerkiem o twardych kołach od ściany do ściany. Można przygłuchej babci kupić bezprzewodowe słuchawki. Można klapki-szpilki (głośno stukające po nowych panelach) zamienić na ciche obuwie.
Można… można…. Można zrobić wiele, by innym nie utrudniać życia.
Wtedy oni będą bardzie tolerancyjni dla nas, kiedy NAPRAWDĘ nie mamy wyjścia i musimy pohałasować więcej niż zwykle.
I odwrotnie – jeżeli nasi sąsiedzi, organizując sobie życie będą uwzględniać naszą obecność w swoim otoczeniu, wtedy i my przymkniemy oko, gdy zdarzy im się jakiś głośniejszy wyskok.
Skorzystajmy z naszego wolnego prawa do wyboru tego, co dla ludzi dobre. To wróci do nas – pozytywnie. Nie będziemy żałowali, na pewno.