Nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze większość ludzi (by nie napisać: wszyscy) popełnia zawsze jeden i ten sam błąd: słuchając swojego rozmówcy dopowiada sobie to, czego rozmówca nie powiedział, nierzadko wpadając mu w słowo stwierdzeniem „tak! Wiem, co masz na myśl!” I nierzadko potem okazuje się, ze porozumienia nie ma, chociaż to tak dobrze wyglądało…

 

„Wiemy” co ktoś chce powiedzieć, uczynić. Ba – wiemy to lepiej, niż on sam! „Wiemy” co myśli i jakie ma zamiary, intencje.

 

Dzisiaj rano byłam świadkiem śmiesznej sytuacji: kobieta w wieku późno  emerytalnym wyprowadzała na spacer swojego białego, puchatego pieska (pies był na smyczy, ale bez kagańca). Z daleka już było słychać, że mówi coś do niego oburzonym głosem. Kiedy nasze drogi się zbliżyły, usłyszałam, że mocno utyskuje na biegającego swobodnie większego psa.

„Przecież cię pogryzie. Chodź stąd!” – wyburczała do swojego pupila, a potem weszła na ogrodzony teren należący przedszkola, aby uniknąć spotkania ze „strasznym zwierzem”.

Zrobiłam parę kroków dalej i zobaczyłam na własne oczy tego potwora.

Łaciaty pies podobny kształtem do setera (nie jestem pewna rasy), z obrożą na szyi,  machał ogonem i  grzebał beztrosko nosem w trawie, w czym nie przeszkadzał mu…. nałożony kaganiec.

 

TYPOWE.

„Wiem  z góry, co się zdarzy.”

„ Nie sprawdzę, ale na wszelki wypadek będę narzekać.”

 

ALE,  co ciekawsze…   biały piesek kagańca nie miał (choć powinien).

Poza tym –zastanawiam się,  jakim prawem owa kobieta wprowadziła psa na teren przedszkola? W miejsce, gdzie bawią się dzieci?

Rozumiem, kiedy teren jest „niczyj” – na przykład przed blokiem mieszkalnym. Psy załatwiają swoje potrzeby, gdzie popadnie, a dzieci roznoszą te „potrzeby” we cztery świata strony. Nie powinno tak być, ale nie da się upilnować wszystkiego. Nawet Gospodarz Domu Anioł nie dałby rady, gdyby go zatrudnić. Osoba, która sprząta między innymi porozrzucane przez mieszkańców (małych i dużych!)  śmieci nie jest już w stanie upomnieć wszystkich właścicieli, aby posprzątali po swoich pupilach. Pracy ma dużo i robi przede wszystkim to, z czego rozlicza ją zleceniodawca, czyli administracja.

 

Teren przedszkola ma jednak granice; jest wyraźnie określone, do kogo należy i kto z niego korzysta.

 

„Pani z pieskiem” ma tymczasem swoje ustalone poglądy. Gdyby zwrócić jej uwagę, na to co zrobiła – nawet nie wiedziałaby, o co chodzi. Ona przecież ma patent na rację, a w takich przypadkach czynność „słuchania innych” nie występuje.

Całe szczęście, że w pobliżu nie przechodził właściciel „psa-potwora”, bo dostałoby mu się mocno. Za to, że jego pies w kagańcu „miał zamiar pogryźć” białego „puchatka”.

 

Byłoby cudownie, gdyby wszystkie osoby „wiedzące lepiej” chciały czasem POSŁUCHAĆ innych. POMYŚLEĆ, zanim zakrzykną „wiem!”.

Otworzyć się na świat.

To nie boli – wręcz przeciwnie. Posłuchanie tego, co inni mają do powiedzenia, łagodzi sytuacje. Otwiera nowe możliwości. Eliminuje rutynę. Rozwija… i tak dalej…

 

Oczywiście pod warunkiem, że takie działanie uruchomione jest w obie strony.

Od czegoś jednak trzeba zacząć.

Więc ja (pomimo, że zdania od „więc” się nie zaczyna) – będę słuchać. Cierpliwie.