Niestety nie zawsze…

 

Jestem zdziwiona, jak tylko można.

Usłyszałam w TV wypowiedź pewnego oficjela dotyczącą dewastowania stadionów przez pseudo kibiców.

Na świeżo po derby…

Pan ów, mówiąc o modernizacji stadionów  wyjaśnił uprzejmie, że pseudo kibic, siedząc na wygodnym krześle, mając na zapleczu WC, nie będzie już tak skory do bitki i demolki.

 

Pseudo kibice kolejny raz nadużyli swojej wolności.

Wiadomości różnych stacji TV znowu pokazywały  obraz, jak po bitwie.

Jakby KING-KONG przespacerował się przez stadion i okoliczny dworzec.

Ktoś to wszystko będzie musiał naprawić.

Bagatelka. Może trzeba się cieszyć? W końcu parę osób będzie miało zajęcie, zmniejszy się  wskaźnik bezrobocia. Tyle, że za to będzie trzeba również zapłacić. Sponsorzy nie sypną szczerze groszem. Ani chybi – ubędzie z naszej  - a więc i mojej – kieszeni.

 

W tym momencie zaczyna mi się lekko burzyć krew. Czuję, ze moja wolność jest ograniczana. Bo ja nie chcę płacić za wybryki pseudo kibiców. Za kolejny raz zdemolowaną ławkę. Za to, że teraz może nowa ławka będzie wygodniejsza, a i tak podczas kolejnej imprezy mogą zostać z niej kawałki nie do poskładania.

 

Kilka dni temu miałam okazję być w dużym i renomowanym, znanym w całej Polsce, ośrodku zdrowia i szpitalu. Miejscu, które daje ludziom drugie życie, ośrodku, który stawia na nogi i uszczęśliwia.

Wszyscy pacjenci, czekający na lekarzy w przychodni, korzystają z ławek zbudowanych z twardych i kanciastych szczebelków. Szczebelki gniotą w pupę i plecy. Pacjenci się wiercą i narzekają czasem. Nikomu jednak nie przyszło do głowy w geście protestu wyrwać parę szczebli i z okrzykiem „ja wam pokażę!” rzucić się na administrację szpitala, albo na ochroniarza przy wejściu. Ba – nawet na innego pacjenta, który  może chciałby się wepchnąć w kolejkę…

Nie ma burd i awantur – i chyba nie tylko dlatego, że pacjenci przychodni są po prostu chorzy i słabi. Wszak przyjeżdżają często z osobami towarzyszącymi – zdrowymi, silnymi, młodszymi, które mogłyby zrobić lekką zadymkę.

Nikogo w owym szpitalu nie prowokuje do bitki stan WC – jedno oczko na piętro. Pomimo, że muszla osadzona niewiarygodnie blisko drzwi; pomimo, że spłuczka się zacina; pomimo, że w kabinie brakuje klamki od wewnątrz (!) – o zamku już nie wspomnę…

 

Szanowny „panie od sportu” – tu nie o krzesełka ani WC chodzi!  Dopóki poziom świadomości i kultury naszych pseudo kibiców będzie taki, jak teraz – p r o t e s t u j ę  przeciwko moszczeniu im wygodnych gniazdek na stadionach. Lepiej te parę  groszy dorzućcie do monitoringu, ochrony stadionów. Złapcie rozrabiaków i wyegzekwujcie, aby z własnej kieszeni zapłacili za poczynione szkody. I to z nawiązką. Nie wpuszczajcie ich ponownie na stadiony.

Dajcie szansę normalnym kibicom na bezpieczny pobyt na sportowej imprezie.

Nie nagradzajcie złego – bo to do niczego nie prowadzi.

 

Moja Pesymistka śmieje się w tej chwili ze mnie. „Po co Ci ten  post? I tak będzie po staremu!”

Chciałabym jednak, aby nie miała racji.

Może wreszcie znajdzie się geniusz, który ukróci stadionowe (i pomeczowe) wojenki, a wprowadzi normalność.